.
Zbigniew Malecki ZBIGNIEW MAŁECKI
o. Andrzej Guryn O. ANDRZEJ GURYN
Jerzy Duński JERZY DUŃSKI



 ROK 2030
...
"Gdy dostępu do kluczowych zasobów nie da się zaspokoić w inny sposób,   może pojawić się pokusa, by kontynuować politykę innnymi środkami. To jedyna lekcja, jaką daje historia." - René Girard, "Dokończyć Clausewitza".

W roku 1798 brytyjski ekonomista Thomas Malthus pisał w traktacie "Prawo Ludności": "Ludność - w razie braku przeszkód - wzrasta w postępie geometrycznym. Środki utrzymania rosną jednak w postępie arytmetrycznym. Słaba choćby znajomość arytmetyki wystarcza do stwierdzenia niesłychanej siły pierwszego czynnika w stosunku do drugiego".
Według tego stwierdzenia społeczeństwa krążą w zaklętym cyklu: gdy wzrasta dobrobyt, ludzie rozmnażają się bez pohamowania. W efekcie zaczyna brakować żywności i pracy. Żywność drożeje, realne dochody pracowników maleją. Najbiedniejsi pogrążają się w nędzy, rozrodczość się zmniejsza, jednocześnie wygłodzoną biedotę dziesiątkują choroby. Wyludniony rynek pracy stabilizuje się, płace rosną, zwiększa się dobrobyt, rośnie rozrodczość."
Czego Malthus nie przewidział, to że w wyniku rozwoju cywilizacji w XX w. pojawił się nowy kierunek demograficzny. Dobrobyt okazał się, wbrew starej teorii, najskuteczniejszym środkiem antykoncepcyjnym. W krajach bogatych na jedną kobietę przypada 1,6 dziecka, w biednych nie mal dwukrotnie więcej. Mieliśmy tego przykład w Quebecu, kiedy Kościół promował jak największą rozrodczość, słynną "zemstę kołysek". Nieco później René Lévesque zalecał "siłę lędźwi". Bez skutku.
Po szalonym tempie wzrostu ludności na Ziemi, który w latach 1965-1970 wynosił 2,1% rocznie, po 1970 nastąpiło radykalne zwolnienie do 1,1-1,2% obserwowanych obecnie. W 1960 r. demografowie doliczyli się 3 mld ludzi, w 2005 było ich już 6,5 mld.
Mimo, że ludność ziemi podwoiła się, nie brakowało żywności, chyba z przyczyn politycznych, a światowa gospodarka rozwijała się w bezprecedensowym tempie około 3% PKB rocznie. Zdaniem liberalnych ekonomistów  wzrost ten pomógł zmniejszyć poziom skrajnego ubóstwa i przyniósł umiarkowany dobrobyt setkom milionów Chińczyków, Hindusów, Rosjan i fortuny  setkom tysięcy nuworyszy z całego świata. W Chinach jest ponoć ponad 200 tys. dolarowych milionerów, w Rosji ponad 120 tys.; w samej tylko Moskwie 50 tys.
Edwin Bendyk (Polityka, nr 11, 15 marca 2008) w artykule "Arytmetyka przetrwania" przytacza głos Jared Diamonda, amerykańskiego uczonego z Univ. Of Calif., który w książce "Upadek" próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego niektóre społeczeństwa przetrwały, a innym się to nie udało, twierdzi, że z punktu widzenia wpływu na przyszłość i stan zasobów człowiek człowiekowi jest nierówny. Tak zwany koszt ekologiczny, czyli obciążenie dla środowiska naturalnego, wywołany utrzymaniem Amerykanina, jest 32 razy większy od kosztu utrzymania mieszkańca Bangladeszu. Duńczyk, żywiący się głównie mięsem, na 100 spożytych kalorii przetwarza w istocie 505 kalorii, bo tyle trzeba zużyć podczas hodowli. W Bangladeszu takie samo 100 kalorii spożywczych "wyciska" się ze 190 kalorii zmagazynowanych w roślinach.
 "Gdyby wszyscy Ziemianie zaczęli żyć tak jak Amerykanie lub Europejczycy, koszt ekologiczny odpowiadałby dwunastokrotnemu zwiększeniu liczby ludności na świecie" wylicza Diamond. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie świat utrzymujący 72 mld osób?
 Około 1980 r. ludzkość przekroczyła barierę zrównoważonego rozwoju i zaczęła zużywać więcej zasobów, niż jest w stanie wytworzyć. Przekonanie, że sam postęp nauki i techniki pozwoli uniknąć katastrofy, jest niczym innym niż nadzieją. Tempo negatywnych zmian jest równie szybkie jak rozwój technologii. Pytanie o to, kto ma rację, warto potraktować serio.

Francuska ekonomistka Genevieve Ferone w książce "2030, le Krach écologique" twierdzi w wywiadzie z Le Nouvel Observateur (6.03.2008), że kryzys energetyczny, ocieplenie klimatu, przeludnienie i krach gospodarczy nasilą się w roku 2030 do tego stopania, że dojdzie do globalnej katastrofy.
Aby ustabilizować sytuację i sprawić, że w perspektywie 2030 roku temperatura nie wzrośnie więcej niż o dwa stopnie Celsjusza - bo to jest już nieuchronne - należałoby co roku wysyłać do atmosfery o 30 mld ton mnie dwutlenku węgla. To olbrzymie zadanie wymaga odwrócenia całej hierarchii wartości. Pociąga też za sobą zahamowanie rozwoju niektórych krajów, w tym Indii czy Chin. A tymczasem w Chinach co tydzień oddaje się do użytku kolejną elektrownię węglową. Zmierzamy ku klęsce i wiadomo to od dawna.
Już w 1974 roku Klub Rzymski ( międzynarodowa organizacja założona w 1968 r., zrzeszająca naukowców, polityków i biznesmenów, zajmująca się badaniem i publikowaniem globalnych problemów świata, w tym równiez związanych z zagrożeniami środowiska. W r. 1972 w raporcie Granice Wzrostu, Klub Rzymski zwracał uwagę na groźbę globalnej katastrofy ekologicznej. Jest uznany za protoplastę ruchów proekologicznych na Zachodzie)  wszczął  alarm,   przestrzegając  przed wyczerpywaniem się  zasobów. A począwszy od 1988 r., gdy zorganizowano pierwszy Szczyt Ziemi, Narody Zjednoczone wyrażają niepokój z powodu skutków ocieplenia. Od tej pory nie uczyniono jednak  zbyt wiele w tej sprawie, choć społeczeństwo oraz elity są zorientowane w sytuacji. Nikt nie chce niczego oddać - ani państwa, ani przedsiębiorstwa - twierdzi Genevieve Ferone - A przecież chodzi ni mniej, ni więcej tylko o przejście od rabunkowej gospodarki ku ładowi międzynarodowemu opartemu o współpracę. Nie ma już wyboru. Jest jeszcze czas - chociaż to właśnie czas jest tym spośród wszystkich "surowców", którego najprędzej nam zabraknie, dużo wcześniej niż ropy naftowej.
 Dlaczego w roku 2030?  Z czterech powodów, bo w tym okresie:
1/   nastąpi ocieplenie klimatu o dwa stopnie Celsjusza;
2/ wybuchnie kryzys demograficzny związany z niemożliwymi do    zaspokojenia     
                  potrzebami 8.2 mld ludzi;
3/   nastąpi kryzys energetyczny wskutek wyczerpania zasobów naftowych;
4/   dojdzie do zahamowania wzrostu gospodarczego, z którym setki milionów osób wiążą                                    
      nadzieję na osiągnięcie komfortu życia w stylu zachodnim.
Nieuchronnie te cztery terminy nałożą się na siebie w tym czasie 2029-2030. Będzie to mieć katastrofalne znaczenie jeśli natychmiast czegoś nie zrobimy. Ponadto ustawienie wskaźnika alarmowego na rok 2030 ma tę zaletę, że jest to względnie bliska data: większość obecnych mieszkańców Ziemi dożyje tej chwili, więc można miec nadzieję,  że uda się ich jakoś zmobilizować.    Gdyby zapowiedzieć katastrofę na rok 2100, to rzecz jasna nikt nie poczuje, że go to bezpośrednio dotyczy. W myśl zasady "o nas choćby potop".
A więc nie należy oczekiwać żadnego cudownegi rozwiązania ? - pyta  dziennikarka  LNO -
W dalekiej perspektywie - odpowiada Genevieve Ferone -  widać jednak jakieś rozwiązanie. W gruncie rzeczy tylko trzy:
1/ unieszkodliwienie   dwutlenku   węgla,  to   znaczy   możliwość   spalania      naszych 
                ogromnych zasobów węgla w taki sposób, aby nie wyrządzać szkód w atmosferze;
2/ fuzja   termonuklearna,   nad   którą   prowadzi się   badania   głównie  we  Francji, w 
                Cadarache, w ramach międzynarodowego programu ITER
 3/ wykorzystanie   na wielką   skalę   energii   słonecznej -   na   Saharze  można pokryć 
               ogniwami setki tysięcy hektarów i stworzyć olbrzymie elektrownie słoneczne.  
Na razie żadne z rzekomych "odnawialnych "źródeł energii" nie jest rozwiązaniem na miarę stojących przed nami wyzwań.  Ani konwencjonalnej energetyki jądrowej, ani kopalnych źródeł energii, takich jak ropa naftowa czy gaz, naprawdę nie dałoby się zastąpić, stawiając las wiatraków. Biopaliwa, przynajmniej tzw. pierwszej generacji, mogą przyczynić się jedynie do uszczuplenia powierzchni upraw rolnych, które już i tak nie mogą nas wszystkich wyżywić.
Należy szybko stworzyć swego rodzaju światowy ład, który weźmie pod uwagę globalny interes naszej planety. Trzeba, żeby Rada Bezpieczeństwa ONZ, Grupa G8, wszelkie międzynarodowe władze pracowały ręka w rękę dla naszego Wspólnego dobra.
"Traktat potrzebny jest od zaraz - twierdzi Al Gore - Amerykanie ponoszą szczególną odpowiedzialność w kwestii ekologii. W całej swej niedługiej historii Stany Zjednoczone sprawowały moralne przywództwo w świecie (? - przyp. zm), gdy chodzi o podstawowe prawa obywatelskie, opracowanie fundamentów systemu demokratycznego, pokonanie faszyzmu podczas II wojny światowej, obalenie komunizmu albo lądowanie na księżycu.
 Musimy nalegać aby w ciągu dwóch lat USA stały się uczestnikiem układu zmniejszającego o połowę ogólne zanieczyszczenie związane z ociepleniem klimatu, a o 90% w krajach  uprzemysłowionych - żeby następne pokolenie odziedziczyło zdrową planetę. Nasz kolejny prezydent będzie musiał od początku swego mandatu skupić się na szybkim uszczególnieniu nowego jeszcze bardziej ograniczającego traktatu (niż protokół z Kioto), aby przeciwdziałać zmianom klimatu."
"Jeśli nie ekologia, to co ? - pyta Michaił Gorbaczow, b. przywodca ZSRR, założyciel Międzynarodowego Zielonego Krzyża - Przed Czarnobylem akademik Anatolij Aleksndrow miał czelność tłumaczyć mi, że ta elektrownia nie jest bardziej groźna niż wielki samowar. Po wybuchu obstawał przy swoim, podobnie jak inni nakowcy.
Eksploatacja przyrody deprawuje umysly i może nawet wywoływać wojny. W ostatnich latach pierestrojki stwierdziłem, że trwonimy zasoby naturalne, marnując wodę, cement albo metal. W tym samym okresie cena ropy naftowej spadła do 12 czy 10 dol. za baryłkę  Na szczeblu międzynarodowym dyskutujemy, ale niewiele robimy. Na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro opracowano strategię zrównoważonego rozwoju, ale zasiano jedynie ideę, która nie pociągnęła jeszcze za sobą globalnej zmiany. Dlatego włączyłem się w tą walkę. Z jednym tylko sloganem: "Ekologia, ekologia, ekologia!"
Genevieve Ferone kończy wywiad na dość pesymistyczną nutę: po wyczerpaniu się rezerw naftowych, należy obawiać się gwałtownych społecznych napięć, rosnących nierówności i braku bezpieczeństwa, załamania się łańcucha pokarmowego. Jak za "dawnych, dobrych czasów", czekają nas znów wojny i głód. Czy zanim nadejdzie rok 2030, będziemy miec dość rozumu, żeby uniknąć tego fatalnego zbiegu okolicznośći ?"

SPRAWA KATYNIA W ROSJI - W ubiegłym miesiącu opozycyjna i jeszcze niezależna "Nowaja Gazieta" zwróciła się do Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej o ujawnienie całej prawdy o mordzie NKWD na polskich oficerach w 1940 roku.
Jednocześnie jej dziennikarze poprosili Polaków o wybaczenie tej zbrodni Józefa Stalina i jego oprawców.
"Wybaczcie nam tragedię Katynia, rozstrzelanie 22 tys. obywateli Polski. Nisko chylimy głowy przed dziećmi, wnukami i prawnukami pomordowanych" - pisze w swym najnowszym wydaniu "Nowaja Gazieta" . Według moskiewskiego pisma, Główna Prokuratura Wojskowa "nie postawiła wszystkich kropek" w śledztwie w sprawie zbrodni katyńskiej, które wszczęła w 1990 r. a które umorzyła w 2004 r., utajniając większość akt, w tym samo postanowienie o umorzeniu.
Zdaniem "Nowej Gaziety", między innymi dlatego rosyjscy faszyści dzisiaj bezkarnie mordują obywateli Rosji i innych państw."
"Wychodzi na to, że śledztwo zostało umorzone z powodu śmierci Stalina, (Ławrientija) Berii, (Klimienta) Woroszyłowa, (Wiaczesława) Mołotowa i (Anastasa) Mikojana, których podpisy figurują pod dokumentem, skazującym (Polaków) na egzekucję" - konstatuje opozycyjne pismo.
"Czy oznacza to, że słowa "Wybaczcie nam...." wypowiedziane w 1993 roku (na warszawskich Powązkach) przez (ówczesnego prezydenta Rosji Borysa) Jelcyna, nie dotyczą także innych rosyjskich prezydentów?" - pyta "Nowaja Gazieta" .
Stowarzyszenie Memoriał wezwało w ubiegłym tygodniu prokuratora generalnego Rosji Jurija Czajkę do odtajnienia postanowienia Głównej Prokuratury Wojskowej z 21 września 2004 roku.
Jednocześnie ta pozarządowa organizacja dokumentująca stalinowskie zbrodnie nie wykluczyła wystąpienia na drogę sądową, aby zmusić Główną Prokuraturę Wojskową do ujawnienia materiałów śledztwa katyńskiego.
W opinii Memoriału, utajnienie tych akt jest niedopuszczalne tak z moralnego, jak i prawnego punktu widzenia. ( Źródło : PAP )

"KATYŃ" WAJDY ZAKOŃCZY SPRAWĘ KATYNIA ? - Film może zmusić rosyjskie władze do wznowienia śledztwa i wspólnego z Polakami zamknięcia sprawy pisze astrofizyk A. Pamiatnych (Aleksiej Pamiatnych, astronom, dr hab., docent w Centrum Astronomicznym im. M. Koperniks PAN, od kilku lat mieszka w Polsce, sprawą Katynia zajmuje się od końca lat 80., na początku lat 90. pomagał w ekshumacji ciał polskich ofucerow w Lesie Katyńskim). Warto przypomnieć - pisze uczony - że problem katyński w stosunkach polsko-rosyjskich znajduje się w impasie. W roku 2004 Główna Prokuratura Wojskowa Rosji umorzyła śledztwo prowadzone od 1990 roku. Początkowo toczyło sie ono we współpracy z polskimi ekspertami. Sprawa została ostatecznie zakwalifikowna jako "nadużycie władzy przez radzieckich urzędników państwowych wysokiej rangi, co spowodowało ciężkie konsekwencje, w warunkach szczególnie obciążających".  Sprawa została umorzona z powodu śmierci sprawców. Dwie trzecie tomów śledztwa utajniono, utajniono nawet tekst decyzji o umorzeniu śledztwa. GPW odrzuciła możliwość kwalifikacji zbrodni jako aktu ludobójstwa.
Instytut Pamięci Narodowej zaczął na jesieni 2004 r. własne śledztwo. Kontakty IPN z GPW Rosji są bardzo ograniczone, w związku z czym nie można oczekiwać jakichś rewelacyjnych odkryć w toku śledztwa. Wszystkie poważne dokumenty znajdują się w Moskwie, trzeba więc szukać możliwości współpracy, a nie konfrontacji.
I oto mamy film  Andrzeja Wajdy. Gdy nie był jeszcze wyświetlany w Rosji (dwa pokazy w październiku 2007 r. odbyły się w polskiej ambasadzie), już wywołał dziesiątki entuzjastycznych recenzji w prasie rosyjskiej i w internecie - na blogach znanych dziennikarzy. Wajda udzielił prasie rosyjskiej dziesiątek wywiadów.
Temat Katynia w Rosji wyszedł z prawie całkowitego zapomnienia i teraz jest nierozłącznie związany z filmem. 18 i 19 marca odbyły się w Moskwie pokazy filmu zorganizowane przez Instytut Polski przy ambasadzie i Stowarzyszenie "Memoriał". Wajda wystąpił na obydwóch pokazach. Pokazy pociągnęły za sobą dziesiątki artykułów i wywiadów.
Moskiewski Memoriał każdemu widzowi na pokazach w Moskwie dawał specjalnie przygotowaną historyczną broszurę o Katyniu.
Warto też odnotować obecność wpływowego polityka Siergieja Jastrzembskiego - warto, ponieważ w polityce rosyjskiej nic przypadkowo się nie zdarza. Bardzo ważne dla Rosjan jest również to, że pierwszy fabularny film i tak głośny film o Katyniu zrobił właśnie Wajda, który jest w Rosji powszechnie znany i ceniony.
W Polsce film obejrzało ponad 3 mln widzów i wcale nie podniosło to poziomu rusofobii, bo film nie jest antyrosyjski. Nie ma w nim nienawiści, histerii czy propagandy. Według niedawnego sondażu "Rzeczypospolitej" 69% Polaków gotowych jest wybaczyć Rosji Katyń. Zaskakujący wynik. Daniel Olbrychski powiedział, że jest dumny z takiej postawy polskiego społeczństwa.
Obejrzałem film dwa razy - pisze dalej doc. Pamiatnych - i ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że właśnie artysta rangi Wajdy może najbardziej przyczynić się do wspólnego polsko-rosyjskiego zakończenia sprawy. Władza rosyjska nie może zignorować filmu. Obejrzą go Rosjanie. Film może zmusić władze do wznowienia śledztwa i wspólnego z Polakami zamknięcia sprawy.
A co trzeba zrobić konkretnie? Nie jestem ani politykiem, ani prawnikiem, ani nawet historykiem. Jestem astrofizykiem. Ale od ponad dwudziestu lat zajmuję się również tym tematem, gdyż zależy mi na dążeniu do prawdy. Dlatego pozwolę sobie zaproponować następujące działania:
1. Wznowić śledztwo rosyjskie. Nie trzeba szukać do tego pretekstu: istnienieje realny problem z tzw. listą białoruską. Nie wiadomo, gdzie rozstrzelano i pochowano około 3800-3900 Polaków z więzień zachodniej Białorusi zamordowanych w ramach "katyńskiej" decyzji Biura Politycznego KC WKP(b) z 5 marca 1940 r. Ta lista nie została odnaleziona. Leży gdzieś w archiwum w Moskwie. Odnajdźmy ją.
2. Trzeba zaprosić polskich ekspertów, którzy przekażą Głównej PKW Rosji wyniki swoich prac ekshumacyjnych w Katyniu, Miednoje i Charkowie w latach 1994-1996. Większość tych wyników jest opublikowana w Polsce. A więc wszystko jest spisane.
3. Odtajnić dokumenty śledztwa GWP ZSRR-Rosji z lat 1990-2004. Upublicznić je razem z dodatkowymi materiałami - i na wysokim szczeblu przyjąć wspólną deklarację polityczną zamykającą sprawę. Przedtem albo potem spróbować znaleźć kompromis w kwalifikacji prawnej tej zbrodni. Przyjąć, że to nie było ludobójstwo (moim zdaniem dyletanta żaden obiektywny prawnik nie udowodni tutaj ludobójstwa), ale zbrodnia wojenna też niepodlegająca przedawnieniu. Tak czy inaczej, osądzić nie ma już kogo, wszyscy zbrodniarze nie żyją.
Aleksander Trietieckij, człowiek, który najwięcej zrobił do wyjaśnienia sprawy katyńskiej w Rosji, po obejrzeniu filmu Wajdy powiedział (cytuję za PAP): "Tak to wyglądało. Gdy 17 lat temu - 27 września 1990 r. - powierzono mi prowadzenie dochodzenia w sprawie mordu na polskich oficerach, oznajmiłem, że śledztwo musi być wszechstronne, obiektywne i pełne. Tak też pracowaliśmy - by sprawiedliwości stało się zadość. Trzeba wyświetlić całą prawdę i postawić kropkę." (wg artykułów w Gazecie Wyborczej i PAP).

POLSKA JEST TECHNOLOGICZNYM ZAŚCIANKIEM EUROPY - Według dorocznego sprawozdania Global Information Technology 2007-2008 opracowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne, pod względem wykorzystania nowych technologii w Unii Europejskiej, Polska wyprzedza tylko Bułgarię.  Polska spadła z 58. na 62. miejsce według ogłoszonego w Genewie raportu. 
Zdaniem analityków forum główną przyczyną spadku pozycji Polski, drugi rok z rzędu, jest niewystarczająca rola instytucji państwowych w tworzeniu warunków do wykorzystania IT w gospodarce, a zwłaszcza  zaniedbania administracyjne.
Jeżeli wziąć pod uwagę samo wykorzystanie IT w administracji, to znaleźliśmy się na 103. miejscu wśród wszystkich 130 ujętych w zestawieniu państw. Ale nawet to nie tłumaczy, dlaczego ocena Polski w raporcie Światowego Forum Ekonomicznego pogorszyła się, mimo że rynek IT w naszym kraju szybko rośnie. W ubiegłym roku wzrost ten był wręcz wyjątkowy na tle świata. Obecnie wartość rynku szacuje się na 23 mld zł.
Analitycy Światowego Forum Ekonomicznego twierdzą, że gwałtowny rozwój polskiego rynku napędzają głównie wydatki firm i konsumentów na podstawową infrastrukturę - komputery i internet. Inwestycje informatyczne w sektorze publicznym pozostają najczęściej w sferze planów. (źródło RP )
 

HUMOR Z ZESZYTÓW SZKOLNYCH - Sienkiewicz swoich negatywnych bohaterów wbijał na pal; Archeolog potrafi poznać każdy krok człowieka pierworodnego; Poeta żył krótko, bo wcześnie umarł; W noweli "Dym" syn pragnąc ukazać matce swą gorącą miłość, buzował w piecu;  Obiady zaczęto jeść za Stanisława Augusta Poniatowskiego, ale tylko w czwartki; Najgroźniejszym ssakiem jest pijawka; Tristan urodził się smutny, gdyż zmarli jego rodzice; Żółwie są bardzo powolne, bo mają krótkie nóżki;
Nieśmiertelną sławę zapewniły Rubensowi jego kształty;  Na skutek żałoby swojej matki Iwona urodziła się  dopiero w pięć lat  po śmierci ojca; Węglowodan jest to węgiel zamoczony w wodzie.
 

Zbigniew Małecki
Studia historyczne i dziennikarskie na Uniwersytecie Fryburskim; współpracownik londyńskich "Wiadomości", "Kultury", "Polski Walczšcej", "Dziennika Polskiego", "Dziennika Żołnierza" i innych.

Powrót do góry...

 Pokusa łatwego życia
.

 

    Za Jezusem chodziły tłumy ludzi. Przede wszystkim, żeby zobaczyć znaki Jego mocy, Bożej mocy. Znaki łaski i miłosierdzia. Słuchali Go. Chłonęli Jego słowa. Z czasem dawało znać o sobie zmęczenie i głód. I Chrystus, głosząc  słowa prawdy o Ojcu, o Królestwie Bożym, nie przeoczył tego zmęczenia i głodu,  nie zlekceważył. Dokonał cudownego rozmnożenia pięciu chlebów jęczmiennych i dwóch ryb.
   Właściwie mamy tu nie tylko jeden cud. Rozmnożenie chleba i ryb jest najbardziej rzucającym się w oczy, najbardziej widowiskowym. Można uchwycić jeszcze co najmniej dwa: najpierw  cud zawierzenia Jezusowi, że coś wyniknie z polecenia rozlokowania się na trawie wielotysiącznego tłumu. A drugi? Nie jest to takie zwykłe i zrozumiałe - choć wynika z zawierzenia Jezusowi - że tysiące zmęczonych, wygłodniałych ludzi spokojnie czekało swojej kolei w przydziale chleba i ryb. W kilku przekazach pamiętnikarksich z 20-lecia międzwojennego powtarza się relacja o tym, jak z racji uroczystości narodowych na Zamku w Warszawie tłum, złożony z ludzi dobrze wychownych i wcale nieźle sytuowanych, rzucał się do bufetu hurmem, jakby przedtem co najmniej 40 dni pościli. Św. Jan Ewangelista stwierdza po prostu: Siadło więc około pięciu tysięcy mężczyzn (J6:10). Spokojnie. Z godnością. Stać ich błyo na zapanowanie nad odruchem instynktu.
   Ta relacja ewangeliczna jest radosna tym, iż pokazuje, jak człowiek znajduje siłę, by trzymać w ryzach głód szarpiący trzewia.
   Chrystus tylko parę razy dokonuje cudownego rozmnożenia chleba. Czyemu tak mało? Choć ludzie prosili, wręcz domagali się tego rodzaju „znaków”. Chyba najbliższe prawdy będzie przypuszczenie, iż nie  chciał ich wystawiać na pokusę łatwizny, życia na koszt cudzy, choćby i Boży, bez własnego wysiłku.
   W krajach uprzemysłowionych bezrobocie jest bardzo ciężkim problemem społecznym nie przez to, że prowadzi do nędzy. Zorganizowany system świadczeń społecznych zapewnia zupełnie przyzwoity standart życiowy. Za to wysoce demoralizująco działa konieczność wyciągania ręki po pieniądz nie zapracowany, człowiekowi nienależny.
   Pokusa łatwizny zagraża człowiekowi w każdej epoce, pod każdą szerokością geograficzną. Nietrudno zrozumieć entuzjazm najedzonego do syta tłumu, bądź też domyślić się motywów planowania obwołania królem Jezusa. Nie decydowała ani wzniosłość Jego nauki, ani znaki, które czynił nad chorymi (6:1). Najwspanialszymi słowami głodu nie zaspokoisz. Chorych ostatecznie nie tak wielu, a jeść musi każdy! A król - taki król! - gwarantował dobrobyt - taki dobrobyt! – i to bez żadnego wysiłku…
   Jezus sam wiedział, co jest w człowieku (J 2:25), toteż takich prób oszczędził i Dwunastu, i tłumom cisnącym się do Niego.
   Podnosi na duchu dodaje zaufania we własne  możliwości, że człowieka nawet śmiertelnie głodnego stać na rezygnację z chleba w chwili wyboru między zaspokojeniem głodu, a potrzebą czegoś, czy kogoś ważniejszego. Może też człowiek świadomie rezygnować z prośby o cud, powodowany nie zwątpieniem w moc czy dobroć Bożą, ale właśnie wiarą…
   O. Jerzy Mirewicz, jezuita,  w tomie esejów Wierność łasce opowiadał między innymi o pielgrzymce do Lourdes chorych z Belgii w 1934 roku: W czasie uroczystej procesji, gdy przed każdym chorym kapłan się zatrzymuje i błogosławi Najświętszym Sakramentem, podnosi się wielki krzyk o zdrowie - jest to wzruszające i piękn wołanie. Jedna tylko staruszka nie przyłączyła się do tego chóru błagań o cud. Gdy ją później pytano, dlaczego milczała, tłumaczyła się w ten sposób: „Już ósmy raz przywieziono mnie do tego cudownego miejsca, o zdrowie nigdy nie prosiłam, raczej dziękowałam za skarb wiary, która mi pozwala dźwigać ciężar kalectwa. Ale jedną prśbę powtarzam ciągle, żebym tutaj na ziemi jeszcze przed śmiercią mogła dobrze zrozumieć i ocenić to, że Chrystus mnie pobłogosławił”.
   Stać człowieka na dostrzeżenie nie samego chleba, ale akże innych wartości.
   Stać człowieka na współpracę z Bogiem nie tylko na zasadzie własnej, ciasno rozumianej korzyści. Tak bowiem często, chyba zawsze, dobre ludzkie serce, dłonie współpracują najdosłowniej z mocą Bożą w pomnażaniu dobra… Mamy skłonność do wyolbrzymiania trudności. A po prostu trzeba się tego uczyć w praktyce. Tak jak to  opisuje Antoni  Czechow w noweli Step:
   - A ty dokąd jedziesz? – spytał Pantielej.
   - Uczyć się – odpowiedział Jegoruszka.
   - Uczyć się? Aha… Niech ci pomaga Panna Najświętsza. Tak. Dobrze mieć rozum, a jeszcze lepiej mieć dwa. Jednemu człowiekowi Pan Bóg jeden rozum daje, innemu dwa, a niektórym i trzy… niektóremu i trzy, słusznie. Jeden rozum, to ten, z jakim matka na świat wydała, drugi od nauki, a trzeci od dobrego życia… Tak więc, bratku, dobrze jest, jeżeli poniektóry człek trzy rozumy posiada. Taki nie tylko żyje, ale i umiera łatwiej. Umiera, tak to… A umrzemy wszyscy, ilu nas jest…
   Święty Paweł  wskazuje sposób nabycia trzeciego rozumu – od dobrego życia, wzywając abyście postępowali w sposób godny powołania, do którego zostaliście wezwani; z całą pokorą - łagodnością i cierpliwością, znosząc się nawzajem z miłości. Starajcie się strzec jedności ducha za pomocą więzi, którą jest pokój (Ef 4:1-3). Wtedy mamy szansę doświadczyć, że taki nie tylko żyje, ale i umiera łatwiej…
 
 

o. Andrzej Guryn

Powrót do góry...

 Biuletyn sportowy
.
 Wprawdzie dobiegają końca ostatnie dni kwietnia i zbliża się maj, a z Calgary dochodzą wieści, że śnieg sypie jak szalony dochodząc do warstwy 30 cm. Na szczęście w Montrealu nareszcie jest wiosna i mamy prawo zapomnieć o zimie, która tym razem była wyjątkowo długa i męcząca. Żeby zakończyć tematykę zimową na najbliższe pół roku - kilka słów o Małyszu. Nie zabłysnął w lotach narciarskich, zamiast tego wygrał konkurs skoków na zakopiańskiej Dużej Krokwi zdobywając w ten sposób po raz osiemnasty tytuł mistrza Polski. Zapytany przez dziennikarzy o plany na przyszłość oświadczył, że nie nosi się z zamiarem zakończenia kariery sportowej i ma nadzieję, że jeszcze uda mu się skakać w Pucharze Świata przez najbliższe 2 - 3 lata. 
 W marcu zarząd PZN-u zadecydował o nieprzedłużeniu kontraktu z fińskim szkoleniowcem polskich skoczków Hannu Lepistoe. Jego funkcję przejmie dotychczasowy drugi trener Łukasz Kruczek. Do tematyki sportów zimowych powrócimy po igrzyskach olimpijskich, czyli od września. 
 Siostry Radwańskie występują obecnie na kortach amerykańskich przygotowując się do startu w zbliżających się turniejach europejskich. Młodsza Urszula może się cieszyć, jeśli uda jej się zakwalifikować do któregoś z turniejów na Florydzie. Natomiast Agnieszka powoli pnie się w górę w klasyfikacji WTA dochodząc ostatnio do 16. miejsca. Marta Domachowska plasuje się na pozycji 80. a w bezpośrednim pojedynku uległa Radwańskiej w dwóch setach. W grze podwójnej mężczyzn nasza reprezentacyjna para Ferstenberg - Matkowski powoli się rozkręca, czyli raz wygra, raz przegra. Nasz najlepszy zawodnik w grze pojedyńczej Łukasz Kubat rzadziej ostatnio występował ze względu na powtarzającą się kontuzję barku. 
 Zanosi się na interesującą rywalizację kierowców w wyścigach samochodowych Formuły 1, w szczególności dla nas, bo po trzech pierwszych występach Robert Kubica znalazł się w czołówce klasyfikacji. Po pechowym starcie w Melbourne nasz kierowca był drugi na torze Sepang w Malezji, a w Bahrainie najpierw wywalczył pierwsze miejsce startowe w głównym wyścigu, na mecie którego zameldował się jako trzeci. Wyprzedzili go dwaj kierowcy jadący w barwach Ferrari, Brazylijczyk Felipe Massa i Fin Kimi Raikkonen. Czwatym był kolega Roberta z tego samego zespołu BMW-Sauber Niemiec Nick Heidfeld, a ubiegłoroczna sensacja Lewis Hamilton był dopiero trzynasty. W klasyfikacji generalnej po trzech wyścigach na czele jest Raikkonen, który zgromadził 19 punktów, drugie miejsce zajmuje Heidfeld 16 p., na trzeciej pozycji znajduje się trzech kierowców: Kovalainen, Hamilton i Kubica - po 14 p. każdy. W niedzielę 27 kwietnia kolejny start w Barcelonie. Polski kierowca jest coraz częściej dostrzegany przez węszących sensację dziennikarzy z całego świata. 
 Dla nas żyjących w Montrealu ogromne emocje łączą się z walką o Puchar Stanleya, bo w pierwszej rundzie Canadiens spotkali się ze swoim starym przeciwnikiem, zespołem Boston Bruins. Pierwsze dwa mecze wygrał Montreal i wydawać by się mogło, że i następne dwa pojedynki zakończą się ich zwycięstwem. Tymczasem nic z tych rzeczy. Boston walczył z niezwykłą ambicją i doprowadził do remisu w rozegranych spotkaniach 3:3, a więc o tym kto się zakwalifikuje do następnej rundy miał zadecydować siódmy mecz. Wygrali go Canadiens 5:0. Cała drużyna zagrała bardzo dobrze, szczególnie dwudziestoletni bramkarz Carey Price. Na pytanie: co teraz zrobić, żeby zdobyć Puchar Stanleya, jest tylko jedna odpowiedż: wygrać kolejne 12 spotkań. To chyba proste - prawda? 
Jerzy Duński

Powrót do góry...


 

NAKAZY DEPORTACJI
 

W ostatnich dniach do jednego z polskich biznesów zapukali urzędnicy imigracyjni, którzy poszukiwali nielegalnych pracowników. Jak się okazało, urzędnicy znaleźli osoby, które nielegalnie przebywały i pracowały w Kanadzie.
Jakie są konsekwencje dla pracodawcy, i jakie są konsekwencje dla osób oskarżonych o nielegalną pracę i pozostawanie w Kanadzie po upływie ważności wiz turystycznych?
Pracodawcom grożą kary pozbawienia wolności, kary grzywny, albo obie naraz. Innymi słowy, właściciel biznesu ponosi konsekwencje łamania przepisów Ustawy Imigracyjnej („contravention of Immigration Act”). To on jest odpowiedzialny za zatrudnianie pracownika i ma obowiązek sprawdzić, czy może danego pracownika zatrudnić, czy nie. Z drugiej jednak strony, jeśli się starał i sprawdzał dokumenty, trudno go wInić na przykład za to, że ktoś używał SIN innej osoby. Jeśli jednak wina zostanie udowodniona, kara grzywny wynosi do 50 tysięcy dolarów, albo pozbawienie wolności na okres do 2 lat, albo obie kary naraz.
Jeśli chodzi o osoby, które nielegalnie pracowały lub przebywały w Kanadzie, to mogą one otrzymać nakaz deportacji z Kanady, co jest najbardziej poważną konsekwencja złamania prawa imigracyjnego. Taki nakaz nie musi być wydany tylko wtedy, kiedy dana osoba przebywała nielegalnie w Kanadzie. Zdarza się, że nakazy deportacji są wydawane z innych przyczyn, na przykład za przedstawienie fałszywych dokumentów, lub za podanie fałszywej informacji odnośnie stanu cywilnego.
Nakazy są różnego rodzaju i każdy z nich ma inne skutki. Mogą oczywiście być apelowane w uzasadnionych sytuacjach, i wtedy dane osoby nie są usunięte dopóki apelacja nie jest zakończona. W niektórych przypadkach apelacja nie jest możliwa. Nie unikną deportacji osoby, które w przeszłości były już deportowane; osoby, które popełniły ciężkie przestępstwa; osoby, które miały nakazy aresztowania przez wiele miesięcy i przypadkiem są aresztowane.
Jakie są dokładnie rodzaje nakazów:

1. „Departure order”, czyli nakaz wyjazdu.
Wymaga, żeby dana osoba wyjechała z Kanady w ciągu 30 dni od otrzymania nakazu. Wyjazd musi być potwierdzony na lotnisku (jest do tego odpowiednia procedura). Na marginesie dodam, że podobna procedura dotyczy osób udających się na interview w Warszawie, jest to bardzo ważne, żeby potwierdzić fakt wyjazdu.

2. „Exclusion order”, czyli wykluczenie, powoduje, że w momencie, kiedy osoba została usunięta, nie może wrócić przez rok do Kanady, chyba że dostanie zgodę z ministerstwa imigracji.
Ludzie, którzy dokonali tzw. misrepresentation, nie bedą mogli wrócić do Kanady wcześniej niż za dwa lata.
3. „Deportation order”, czyli nakaz deportacji jest najpoważniejszy z tych trzech.
Osoba, która dostała nakaz deportacji, na zawsze ma zakaz wjazdu do Kanady, chyba że uzyska pisemną zgodę z ministerstwa imgracji na powrót. Często zdarza się, że nakaz wyjazdu staje się nakazem deportacji po tym, jak dana osoba dobrowolnie nie zechce opuścić Kanady w określonym terminie.

Nakazy deportacji nie zawsze są egzekwowane natychmiast, często nakaz jest odraczany np. przez apelacje, albo poprzez fakt że klient jest w trakcie sprawy karnej, która nie jest zakończona.  Czasami przyczyny są bardziej prozaiczne, jak na przykład brak odpowiednich dokumentów podróży. Zdarzają się również sytuacje, kiedy nakaz deportacji dotyczy kraju, w którym sytuacja polityczna jest niestabilna, więc nakaz deportacji jest zawieszony. I tak na przykład przez wiele lat nakazy deportacji do Algierii nie były realizowane.

Isntieje specjalna procedura, tzw. Pre-Removal Risk Assessment, dzięki której można walczyć o wstrzymanie nakazu deportacji; niestety  pozytywnie rozwiazania dotyczy jedynie niewielkiego procentu spraw szczegolnie klientow z Polski.
Jeżeli mamy sytuację, w której klient miał nakaz deportacji, ale dostał pozytywną decyzję w sprawie o stały pobyt ze względów humanitarnych, taki nakaz traci moc prawną.  W ostatnią środę byłam na interview z klientem, który prawie 2 lata temu dostał nakaz deportacji. Założyłam klientowi aplikację humanitarną, nakaz został wstrzymany, klient dostał tzw. „approval in principle” i będzie mógł zostać w Kanadzie.

Jak widać nakaz deportacji ma bardzo poważne konsekwencje, czasami można jednak odroczyć jego egzekucje, lub doprowadzić do jego zawieszenia.  Jest to jednak na tyle poważna sprawa, że wymaga konsultacji z profesjonalistą w celu podjęcia odpowiednich działań.
 

Maria Krajewska


Od prawie pół wieku rodzina Czetwertyńskich bezskutecznie stara się dochodzić swoich praw do posiadłości, którą stracili w 1956 roku na rzecz ...Rządu Amerykańskiego. Po wieloletnich staraniach  udało im się wreszcie dotrzeć do kluczowych dokumentów  dowodowych, a także znaleźć adwokata, który zgodziłby  się skarżyć Rząd Amerykański. Dwudziestego drugiego października, Ed Fagan – kontrowersyjny adwokat amerykanski reprezentujący  Czetwertyńskich, zożył w sądzie w Nowym Yorku pozew, w którym rodzina się domaga 25 milionów dolarów odszkodowania za utratę mienia i straty moralne poniesione przez rodzinę oraz 250 milionów dolarów odszkodowania represyjnego (za szkody społeczne).
 „Zawsze podejrzewaliśmy, że była pewna konspiracja Rządu Amerykańskiego z Rządem Polskim, żeby naszego ojca [Stanisława], który był głównym spadkobiercą posiadłości, wywłaszczyć”, powiedział mieszkający obecnie w Rawdon Jan Czetwertyński. Zdają się o tym świadczyć zarówno dokumenty udostępnione niedawno przez Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie, jak też odmowa Rządu Amerykańskiego na wgląd do dokumentów  „kupna-sprzedaży” nieruchomości Czetwertyńskich.
Ambasada Stanów Zjednoczonych w Warszawie stoi na terenie, na którym dawniej mieścił się Pałacyk Czetwertyńskich. Po wojnie właściciele wynajmowali go Polskiemu Radiu.  W 1954 roku, komuniści  najpierw bezpodstawnie oskarżyli Stanisława Czetwertyńskiego o szpiegostwo na rzecz Amerykanów i Brytyjczyków, uwięzili go a następnie pozbawili praw własności. W 1956 roku, Rząd Amerykański wynegocjował prawo do zburzenia Pałacyku. Rząd Polski wymusił na architekcie stolicy Adolfie Ciborowskim zmianę klasyfikacji gmachu z zabytku na obiekt niezabytkowy oraz wydanie pozwolenia na jego zburzenie. W trakcie negocjacji, Rząd Amerykański zarz’dał gwarancji że budynek i teren należą do Rządu Polskiego. Także obecnie, administracja amerykańska twierdzi, że „negocjacje prowadzone przez ambasadę USA na rzecz nabycia i użytkowania były prowadzone z prawomocnymi władzami Polski”,  z czym nie zgadza się Jan Czetwertyński.
 Przy zakupie jakiejkolwiek nieruchomo]ci, sprzedający i kupujący mają obowiązek upewnienia się, że tranzakcja jest legalna i że na objekcie sprzedaży nie ciążą zobowiazania. „W tym wypadku, Rząd Amerykański nie tylko nie sprawdził, że nie kupował od właściciela…, dowiedzieliśmy się teraz że juz w 47 roku, Rząd Amerykański negocjował cenę tego budynku z Rządem Polski. Od 45 do 55 roku, mój ojciec dostawał czynsz od Polskiego Radia. W 47 roku, absolutnie nie było mowy żeby ktokolwiek nie wiedział do kogo ten budynek należał… Moj ojciec [który tam sie urodził] by nigdy tego domu nie sprzedał”, dodal Jan. „Oni [Amerykanie] poprosili złodzieja, ‘ukradnijcie mu to, to my od Was to kupimy”.
Dodatkowym aspektem całej sprawy jest sposób w jaki Amerykanie potraktowali piękny objekt architektoniczny. Został on przez nich zburzony i zastąpiony przez betonowo-szklany gmach, który w ich opinii, harmonizował estetycznie z sąsiadującą architekturą dzielnicy. Ambasada Amerykańska znajduje się w Alejach Ujazdowskich, jednej z najpiękniejszych ulic w Warszawie, w sąsiedztwie wielu innych ambasad jak również z Parkiem Ujazdowskim i Łazienkami. Z rozgoryczeniem, Jan Czetwertyński dorzucił: „To nie była tylko pamiątka rodzinna, lecz także zabytek Warszawy”.
Dla Czetwertyńskich, proces ten nie toczy się tylko o pieniądze. Chcą także pokazać, że bezprawie nie może trwać, zwłaszcza w Ameryce, gdzie własność prywatna uważa się za świętość. Przedwojenni właściciele Pałacyku przywołują przykład amerykańskiego „Burt and Helms Law”, na mocy którego obywatele kanadyjscy byli sądzeni w USA przez byłych właścicieli budynków i obiektów, które należały do Amerykanów na Kubie.
Adwokat Czetwertyńskich twierdzi, że proces powinien roztrzygnąć się najpóźniej do marca. „Ale jeśli nam się nie uda w Stanach”, powiedział Jan, „to w tej chwili już robimy rozeznania czy możemy wziąć Rrząd Amerykański i Polski do sądu w Kanadzie jako kanadyjczycy.”
 
 

Powrót do góry...

KĄCIK POETYCKI 
 

APTEKARZ  MAJOWY

z jednej brzozy w gaju,     Rano będzie wonne
Z brzozy pochylonej,        Smarowidło złote,
Jak ją naciąć świtem w maju,   Maść żywiczna - nie na rany
Cieknie sok zielony.    Ani na tęsknotę.

Szmaragdowa woda,    Nie na gusła stare
Zimna jak źródlana,    Ani młodość wieczną,
Pachnie świeżo korzeniami   Nie na uraz, nie na skarby
W słoiki odlana.    Ni mękę serdeczną.

We dnie promieniami    Nie przemoże smutku,
Niechaj się przepoi,    Nie zagoi rany,
A wieczorem niech za oknem   Tyle tylko, że mieć będzie
Pod księżycem stoi.    Gorzki smak wiośniany.

Gdy się upromieni,    Że w niej będzie świt brzozowy,
Bardziej się zzieleni,    Złoty dzień, noc srebrna,
Na noc zakop ją w ogrodzie   Że zielona, że majowa
W chłodnej, wilgnej ziemi.   I że niepotrzebna.

     Julian Tuwim "Rzecz czarnoleska"
 

MAJ - TAURUS
FIGLARNE LISTKI

Dzień zwycięstwa
Trudno zwyciestwo odnieść nad sobą,
Zwłaszczas, gdy ona broń sklada obok.

Bliżej matury!
Chęć do powtórek w parkach pochwalamy, 
jeżeli dobór jest maturalny!
 

W zielone
Gdzie słowik kląska, wywodząc trele,
tam się wywodzi panienki w zieleń.
 
 
 
 

 

Powrót do góry...


Poglšdy reprezentowane w felietonach odzwierciedlajš wyłšcznie poglšdy samego autora felietonu i nie koniecznie sš one zgodne z poglšdami redakcji Biuletynu Polonijnego.