Ach, te słonko, delikatnie
jeszcze dotykające twarzy, wystawionej do jego życiodajnych promyków...
Cóż, jak to mówią, fortuna i planety kołem się toczą, i ta niekończąca
się kanadyjska Zima nareszcie odchodzi na zasłużony urlop.
Dziś wam opowiem o kilku
opty-mistycznie nastawiających pozycjach filmowych, które miałem przyjemność
obejrzeć w ostatnim miesiącu.
Na pierwszy odstrzał, wspaniała
komedia romantyczna w najlepszym francuskim stylu pt. Hors de prix, czyli
Bezcenne(-a?,-y?). W rolach głównych milutka śliczniutka Audrey Tautou
z Amélie Poulain, i über-francuski obok Gad Elmaleh. On, nieśmiały, usłużny
kelner w luksusowym hotelu na Riwierze, zakochuje się w niej od pierwszego
wejrzenia, eleganckiej i seksownej towarzyszce bogatego opiekuna. W angielskim
określa się go ciekawie jako sugar daddy.
Ona, profesjonalna wręcz
kurtyzana, daje kelnerowi kilka lekcji podrywu, i wkrótce są oni na tej
samej ścieżce wykorzystywania bogatych amantów i amantek dla własnych materialnych
celów. Trochę mi ten film przypominiał inną doskonałą komedię pt. Dirty
Rotten Scoundrels, z Michaelem Caine i Stevem Martinem, jako wyciskaczy
pieniędzy z bogatych panien na wydaniu.
Anyway, nasza sprytna i
bezwzględna panienka w pewnym momencie ma objawienie sercowe, zakochuje
się w już nie tak nieśmiałym kelnerze i po raz pierwszy w życiu nie myśli
tylko o sobie i swoich drogich ciuszkach. Dużo ominęłem w tym krótkim opisie.
Tyle że ogląda się z przyjemnością, i pokazany tu francuski, szampański
styl życia na pewno poprawi każdemu humor.
Inny sympatyczny film obejrzany
ostatnio to psychologiczna komedyjka koprodukcji angielskej pt. Waking
Ned. Jakoś mnie ominął gdy wyszedł na ekrany prawie 10 lat temu. Rzecz
się dzieje w małym Irlandzkim miasteczku. Starszy pan, Ned Devine, wygrał
miliony w lotka. Więcej nie powiem, bo scenariusz zaskakuje i ważny tu
jest tak zwany suspense. Tyle że miasteczko zagotowało się jak mrowisko
z prowerbialnym kijem. Wspaniałe role, przeważnie starszych aktorów, i
dużo ciepła, mimo wątku pieniędzy, stwarzają wrażenie jak by się oglądało
starych znajomych na ekranie.
A propos starych znajomych
na ekranie, to nie wiem czy Was interesuje serial Star Trek w jego wielu
wydaniach. Muszę się z Wami podzielić moim zachwytem niemal, nad ostatnią
serią tej czcigodnej sagi międzygwiezdnej, pt. Star Trek - Enterprise.
Nigdy nie byłem zbytnim fanem pierwszego Star Treku ze Spockiem i Kapitanem
Kirkiem. Trochę oglądałem napuszony Next Generation, złapałem bakcyla
z niezłym Voyager, a teraz oglądam prawie co noc, o 1-wszej rano na Space
Channel, najnowszy Enterprise. Doskonali aktorzy i postacie, m. innymi
kapitan Archer, dwóch dziarskich inżynierów, fajny lekarz pokładowy, miła
azjatka od komunikacji, i moja ukochana TPol - tajemnicza, czarująca i
seksowna oficer, rodem z Vulkanu. Jest tu bardzo interesująca mieszanka
humoru, dramatu i romantyzmu, nawiązująca do oryginalnego Star Treku, tyle
że w nowoczesnym, 21-wiecznym, wydaniu. Sam serial dzieje się około 100
lat przed Kirkiem i Federacją Planet i jego bezpretensjonalność i swojskość
są dla mnie akurat.
Na koniec podzielę się z
Wami wrażeniami z filmu The Kite Runner, polski tytuł - Chłopiec z Latawcem.
Nie jest to bynajmniej komedia, lecz warto go obejrzeć, zwłaszcza gdy jest
się Polakiem. Oparta na faktach, i wielokrotnie nagrodzonej powieści, jest
to historia przyjaźni dwóch Afgańskich chłopców, jednego z zamożnej rodziny
i drugiego, syna służącego. Obaj mają pasję do latawców, i w latach 1970-tych,
przed rewolucją religijną Talibanu, są mistrzami w zawodach latawców.
Niestety, niewinne lata dziecięce są przerwane brutalnie przez socjalne
i polityczne zmiany w Afganistanie i autor powieści, ten z dobrego domu
jest zmuszony z ojcem do emigracji. Film się zaczyna sceną w Ameryce, gdy
dorosły już syn odbiera telefon od znajomego z Afganistanu, wzywający
go do koniecznego przyjazdu. Mój dość suchy opis nie oddaje emocji, radości
i cierpienia jakich doświadcza się wraz z bohaterami. Jest to niewiarygodna
historia o przyjaźni i więzach kulturowo-rodzinnych, a także o życiu na
obczyźnie. A przede wszystkim jest to testament o wadze i kruchości dziecinnych
marzeń i radości w zderzeniu z grozą wojny i psychozą fanatyzmu religijnego.
Trzymajcie się ciepło.
Jeśli mają państwo ochotę
skomentować moje artykuły lub zadać pytanie - można się ze mną skontaktować
przez Internet.
Mój adres e-mail: arturek@sympatico.ca
 |
Artur Kozłowski |
|